OPOWIEŚĆ O CZŁOWIEKU, KTÓRY ZAPOMNIAŁ, KIM JEST
- Szczegóły
Przychodzisz na ten świat jako małe dziecko.
Nie przynosisz ze sobą pieniędzy. Nie przynosisz tytułów. Nie przynosisz dyplomów. Przychodzisz jako czysta Istota.
Twoje serce jest otwarte. Twoja Dusza pamięta jeszcze, skąd przyszła. Twoje oczy widzą więcej, niż potrafią zobaczyć dorośli.
Patrzysz na świat z zachwytem. Rozmawiasz z wiatrem. Śmiejesz się do Słońca. Potrafisz godzinami obserwować mrówkę wędrującą po ziemi.
Wtedy jeszcze pamiętasz.
Pamiętasz, że jesteś czymś więcej niż ciało.
Ale świat bardzo szybko zaczyna opowiadać Ci inną historię.
Najpierw uczysz się swojego imienia. Potem uczysz się, że jesteś chłopcem albo dziewczynką. Później dowiadujesz się, że jesteś uczniem, potem pracownikiem, potem klientem, potem podatnikiem, a potem numerem w kolejnym systemie.
Krok po kroku świat daje Ci coraz więcej etykiet, a Ty coraz bardziej zapominasz, kim jesteś.
Nikt nie pyta małego dziecka: „Co mówi Twoja Dusza?”. Niewielu pyta: „Co czujesz?”. Jeszcze mniej pyta: „Po co naprawdę przyszedłeś na tę planetę?”.
Świat pyta o coś innego.
Kim będziesz? Ile zarobisz? Co osiągniesz? Jak wysoko dojdziesz?
I Człowiek zaczyna biec.
Biegnie przez lata. Biegnie przez szkoły. Biegnie przez egzaminy. Biegnie przez pracę. Biegnie przez życie. Tak długo biegnie, że pewnego dnia zapomina, dlaczego w ogóle zaczął.
Patrzy w lustro i nie rozpoznaje siebie.
W środku pojawia się pustka. Lęk. Smutek. Poczucie, że czegoś brakuje.
Choć wokół może być pełno rzeczy. Pełno przedmiotów. Pełno obowiązków. Pełno ludzi. A jednak czegoś brakuje.
Bo Dusza nie żywi się rzeczami.
Dusza żywi się Miłością. Dusza żywi się Prawdą. Dusza żywi się obecnością.
I wtedy zaczyna się najważniejsza podróż.
Podróż nie do innego kraju. Nie do innego miasta. Nie do innego Człowieka. Lecz do samego siebie.
Człowiek zaczyna zatrzymywać się na chwilę. Słuchać ciszy. Patrzeć w niebo. Siedzieć przy drzewie. Wsłuchiwać się w bicie własnego serca.
I nagle odkrywa coś niezwykłego.
Że przez cały czas szukał na zewnątrz tego, co było w nim od początku.
Odkrywa, że nie jest numerem. Nie jest stanowiskiem. Nie jest oceną. Nie jest sukcesem ani porażką.
Jest żywą Istotą.
Piękną. Niepowtarzalną. Stworzoną z Miłości.
I wtedy po raz pierwszy od wielu lat zaczyna czuć spokój.
Nie dlatego, że świat się zmienił, ale dlatego, że przypomniał sobie, kim jest.
Przypomniał sobie, że w jego sercu mieszka coś większego od strachu. Coś większego od opinii ludzi. Coś większego od wszystkich systemów świata.
Przypomniał sobie o Stwórcy.
Nie o Stwórcy daleko w chmurach, lecz o Stwórcy obecnym w każdym oddechu, w każdym uderzeniu serca, w każdym akcie Miłości.
I wtedy Człowiek przestaje walczyć. Przestaje udowadniać swoją wartość. Przestaje ścigać się z innymi.
Bo odkrywa największą tajemnicę życia.
Że był kochany od samego początku.
Że nie musiał na tę Miłość zasłużyć.
Że nie musiał stać się kimś wyjątkowym.
Bo dla Stwórcy był wyjątkowy od chwili narodzin.
I kiedy Człowiek naprawdę to poczuje, przestaje być zagubionym rozbitkiem na wzburzonym morzu.
Staje się Światłem. Staje się Pokojem. Staje się Miłością. Staje się sobą.
Takim, jakim został stworzony.
Piękną, świetlistą Istotą, która przyszła na tę zieloną planetę nie po to, by być numerem.
Lecz po to, by kochać.
I nauczyć się przyjmować Miłość.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze.